Kilka scen z pokoju nauczycielskiego (lub z innych pokojów w innych miejscach):
A. Nie wiem co tam się dzieje na Pani lekcjach, ale uczniowie podobno przez następną godzinę są nie do opanowania.
B. O co Panu chodzi, panie dyrektorze? Normalnie realizuję program.
A. No nie wiem, chyba nie radzi Pani sobie z dyscypliną. Przecież słyszę, jak u Pani jest głośno.
B. To nie moja wina, klasy są tak przeładowane, że nie da się ogarnąć wszystkiego.
A. Inni sobie jakoś z tym radzą. Może nie jest to zawód dla Pani?
A. Już nie mam siły do tej 5b. Jestem wykończona.
B. Ty? To co ja mam powiedzieć? Ja mam z nimi 4 godziny w tygodniu.
A. No nie przesadzaj. Stoisz sobie na sali gimnastycznej, rzucasz dzieciakom piłkę i masz godzinę z głowy. Też bym tak chciała.
B. Uważasz, że nic nie robię? To chcesz powiedzieć?
A. Ale o co ci chodzi? Jesteś jakaś przewrażliwiona
A. Już ledwie ciągnę. Ci rodzice mnie wykończą!
B. Dobrze cię rozumiem, Mam to samo. Myślę nawet, czy nie wziąć od lekarza zwolnienia na kilka dni.
A. Lepiej wystąp o roczny urlop dla podratowania zdrowia.
B. To nie dla mnie, zwariowałabym w domu.
A. To pojedź do sanatorium.
B. A Ty co? Chcesz się mnie pozbyć ze szkoły? Liczysz na nadgodziny czy co?
A. Boże, co ja zrobiłam. To moja wina. Jestem taka głupia.
B. No coś Ty, nic wielkiego się nie stało. Każdemu mogło się zdarzyć.
A. Nieprawda, tylko ja mogłam zrobić coś takiego idiotycznego.
B. Ja na Twoim miejscu bym tak sobie nie dokopywała. To do niczego nie prowadzi.
A. No widzisz, Ciebie już też irytuję.
B. Nie irytujesz, tyko nie mogę słuchać, jak ciągle gadasz tak bez sensu. Brzmi znajomo? Też masz za sobą takie rozmowy? Zdarza ci się, że już po pierwszych dwóch zdaniach wiesz dokąd ta rozmowa was doprowadzi, bo przerabiałeś to już wiele razy? Bo czułeś się na końcu winny lub niezrozumiany, byłeś wściekły albo miałeś poczucie, że ktoś znowu źle odczytał Twoje dobre intencje lub wykorzystał Twoje dobre serce. Jeśli tak, to należysz do bardzo licznej rodziny ludzi dotkniętych wirusem trójkąta dramatycznego[^1]. To szczególny wirus, ponieważ w różnym stopniu może on zarazić każdego z nas. Bywa, że ujawnia się tylko w niektórych relacjach, czasem przyczaja się w nas na dłuższy okres i pojawia się w trudnych momentach, w chwilach stresu lub zmęczenia. Sprawia, że co jakiś
czas, na jakiś czas, zamiast prowadzić szczery, prawdziwy dialog z drugą stroną, zaczynamy wchodzić w relacji w jedną z trzech ról: Ofiary, Prześladowcy lub Ratownika.
Rola Ofiary
Rola Ofiary to na pierwszy rzut oka pasmo cierpień. W tej roli deprecjonujemy siebie albo skarżymy się na dotykającą nas niesprawiedliwość, złe fatum, pecha. Staramy się nieświadomie wywołać u innych poczucie winy lub współczucie dla nas – To przez Ciebie płaczę… lub Jestem do niczego, nic nie potrafię… Oczekujemy, że ludzie będą czytać nam w myślach (Gdybyś mnie kochał, to byś wiedział, że …, Spodziewałam się, że to będzie dla Ciebie oczywiste …, Powinieneś wiedzieć, że nie lubię …). Różne sytuacje, które nam się przytrafiają są problemem ponieważ albo czegoś nam brakuje (Nigdy nie opanuję komputera, nie mam takich zdolności., Nie mam głowy do języków obcych, Nie potrafię załatwiać takich spraw, Mam za słabe nerwy na coś takiego) albo świat sprzysiągł się przeciwko mnie (Spóźniłem się bo były straszne korki; Nie mogłem tego zrobić, bo nie miałam dostępu do Internetu; Trafiła mi się wyjątkowa klasa, tam się nie da uczyć!). Dobrym wskaźnikiem tego, że weszliśmy w tę rolę są nasze wewnętrzne odczucia – jeśli czujemy się bezsilni, bezradni, rozżaleni, gorsi od innych, pozbawieni wpływu na to, co się dzieje, jeśli oczekujemy, że to inni powinni rozwiązywać nasze problemy to prawdopodobnie jesteśmy w roli Ofiary. Jeśli próbujemy obarczyć innych odpowiedzialnością za to, co się nam przydarza – prawdopodobnie jesteśmy w roli Ofiary. Jeśli nie wypowiadam swojego zdania na Radzie Pedagogicznej a potem narzekam na ustalenia – wchodzę w rolę Ofiary. Będąc w tej roli mogę sugerować innym, że oczekuję od nich jakiejś dobrej rady, charakterystyczne jest jednak to, że żadnej rady nie wcielam w życie. Część z nich odrzucam (Już tak próbowałem…, To u mnie nie zadziała…, Nie, tego się nie da zrobić …) a część z nich na pozór akceptuję, tylko po to by po pewnym czasie móc pokazać, że nie była to dobra rada (Zrobiłem jak mi radziłeś i jest jeszcze gorzej …, Poszedłem za Twoją radą i tak jak się spodziewałem, nic to nie dało.). Pewnie u części z Was pojawia się pytanie? No dobra, znam takie sytuacje, może nawet sam tak się czasem zachowuję, ale czemu to wszystko służy? Otóż tym, co popycha nas do wejścia w rolę Ofiary jest lęk przed odpowiedzialnością. Boimy się popełnienia błędu, boimy się negatywnej oceny więc na wszelki wypadek rezygnujemy z działania, wyszukujemy usprawiedliwienia dla naszej bierności i szukamy kogoś, kto weźmie odpowiedzialność za nas.
Rola Prześladowcy
Kwestia odpowiedzialności pojawia się też przy drugiej roli trójkąta dramatycznego, roli Prześladowcy. Osoba, wchodząca w rozmowie w tę rolę nie tyle jednak unika odpowiedzialności, co przerzuca odpowiedzialność za wszystkie złe rzeczy na otoczenie. To twoja wina, Jesteś beznadziejny, Do niczego się nie nadajesz, Wszystko psujesz, Nigdy nie można na ciebie liczyć, itp. Pierwszym wyraźnym wskaźnikiem wejścia w rolę prześladowcy jest odczuwanie złości we wszystkich jej przejawach. Możesz być rozgniewany, wściekły, poirytowany, rozdrażniony, przekonany, że musisz natychmiast zareagować. Zareagować czyli tak naprawdę przywołać do porządku. W tej roli jesteś święcie przekonany, że Twój gniew jest w pełni uzasadniony, że masz rację. Chcesz ZMUSIĆ kogoś do zmiany jego zachowania, ZMUSIĆ do przyznania się do winy, ZMUSIĆ do refleksji. Jesteś kimś, kto wie, jak być POWINNO i nie rozumiesz czemu inni tego nie widzą. Możesz czuć się lepszy od innych a nawet pogardzać tymi nieudacznikami.
Innym wskaźnikiem tego, że właśnie jesteś w roli Prześladowcy są specyficzne zwroty, które gładko wypływają z Twoich ust. Co w nich można usłyszeć? Po pierwsze różnego rodzaju groźby, w rodzaju: Ja Wam pokażę, kto tu rządzi, Jeszcze raz nie odrobisz zadania domowego to zobaczysz! Następnym razem już nie będę taki łagodny!. Po drugie, wiele negatywnych ocen rozmówcy: Jesteś beznadziejny, Jesteś kompletnie nieodpowiedzialny! Czy Ty w ogóle myślisz? Co z Tobą jest nie tak? Ile razy mam wam tłumaczyć? (w domyśle: idioci!). Po trzecie, prawdopodobnie nie tyle prosisz o coś ile żądasz: Tak ma być i już. Koniec! Macie mnie słuchać i tyle! Nie dyskutuj. Rób, co ci mówię! Również obserwacja Twojego zachowania może wiele powiedzieć o tym, czy jesteś w roli Prześladowcy, czy nie. Jeśli w rozmowie wyśmiewasz innych (Jakim cudem przepuszczono cię do drugiej klasy? Taką odpowiedź mógłby dać przedszkolak a nie licealista! Spójrz na siebie, jak ty się ubierasz. Jak jakiś cudak!), rzucasz sarkastyczne uwagi (I to już wszystko co masz do powiedzenia, geniuszu?, Naprawdę jesteś taki niemądry, czy tylko udajesz? No, no, proszę. Mamy tutaj eksperta!), jeśli nigdy nie przyznajesz, że nie miałeś racji i musisz wygrać każdy spór, to tak. W tej rozmowie wskoczyłeś w rolę Prześladowcy. Motorem roli Prześladowcy jest przekonanie, że ważne jest aby ludzie się go bali. Jeśli się mnie boją, jeśli czuję, że ja jestem OK a inni nie, jeśli stawiam się ponad innymi to mam wszystko pod kontrolą. Jest bezpiecznie. Świat porusza się tak, jak ja chcę, pod moje dyktando. Czemu jest to takie ważne? Bo osoby dla których rola Prześladowcy jest ich ulubioną, najczęściej wybieraną, panicznie obawiają się utraty kontroli. Za tą obawą kryje się często brak akceptacji siebie, rozpaczliwa próba podtrzymywania fałszywych wyobrażeń na swój temat, chronienie się przed konfrontacją z rzeczywistością, ze świadomością że nie jestem doskonały. Wewnątrz każdego Prześladowcy kryje się małe, przestraszone dziecko, które nauczyło się radzić ze swoim strachem przez wywoływanie strachu w otoczeniu.
Rola Wybawiciela
Trzecia rola w trójkącie dramatycznym to rola Wybawiciela (Ratownika). Ta odmiana wirusa szczególnie groźna jest wśród osób zawodowo zajmujących się pomaganiem, opieką, wychowywaniem, choć nie oszczędza też innych zajęć i zawodów. Objawy na pozór są niegroźne – ciągle pomagasz innym, załatwiasz ZA NICH różne sprawy, jesteś gotów na każde skinienie przyjść z pomocą, ba, sam reagujesz zanim jeszcze padnie prośba o pomoc. Nieważne Twoje własne sprawy, Twoje potrzeby, Twoja rodzina. Jesteś zawsze na posterunku, czujny, zwarty, gotowy. A przede wszystkim NIEZASTĄPIONY. Jak myślisz? Z kim Ci jest najbardziej po drodze? Tak, właśnie tak. Rola Wybawiciela bywa mocno sklejona z rolą Ofiary. To dla osób w tej roli jesteś aniołem, najlepszym człowiekiem na świecie, kimś, kto ratuje ich z opresji. Nieważne, za jaką cenę. Jakie są objawy „infekcji”? Po czym możesz rozpoznać, że jesteś nią dotknięta/dotknięty? Zacznijmy od tego co dzieje się na poziomie Twoich odczuć. Dojmujące jest tu naprzemienne doświadczanie poczucia własnej siły z poczuciem bycia niedocenianym i rozgoryczeniem niewdzięcznością ze strony tych, którym pomagasz. Niezłym sygnałem tego, że jesteś w danym momencie w roli Wybawiciela jest to co mówisz i myślisz. Kto miał to zrobić, jak nie ja?; Tak będzie dla Ciebie najlepiej; Wiem lepiej, to tak nie zadziała. Powinieneś to zrobić tak i tak.; Daj, zrobię to szybciej; Tyle dla nich zrobiłam a oni mi się teraz tak odwdzięczają; No przecież nie poradziliby sobie beze mnie. Jeśli rozpoznajesz takie zdania, jeśli masz w głowie wiele podobnych zdań, które sam wypowiadałeś to strzeż się! Twoja „wybawicielska” część jest blisko.
Z rolą Wybawiciela wiążą się też charakterystyczne zachowania. Przede wszystkim kiedy jesteś w tej roli Twój mózg automatycznie zakłada, że potrzeby innych są ważniejsze niż Twoje. Uruchamia się system wykrywania biedaków, którzy wymagają pomocy, nawet jeśli oni jeszcze sami nie zdają sobie z tego sprawy. Tak, tak. W roli Wybawiciela masz, a w każdym razie tak Ci się wydaje, zdolność czytania w myślach innych ludzi. W tym trybie dysponujesz mnóstwem dobrych rad dla innych, wiesz, co powinni zrobić, co jest dla nich dobre, wiesz z czym na pewno nie dadzą sobie rady i podejmujesz się wyręczyć ich. Potrafisz wcześniej niż inni, a już na pewno klarowniej, wypowiedzieć ich myśli: Ona, chciała powiedzieć, że nie zrozumiała Twojego pytania. Możesz przejawiać też skłonność do usprawiedliwiania zachowań innych: On wcale nie chciał tego powiedzieć, po prostu się przejęzyczył. Nie krzycz na niego, nie odrobił lekcji bo pewnie źle się czuł. Daj mu spokój, przecież to jeszcze dziecko. To musiał być przypadek, na pewno nie chciał tego zrobić. No, dobrze, powiesz. Ale co w tym złego, że człowiek pomaga innemu człowiekowi? Odpowiedź na to pytanie wymaga rozróżnienia między prawdziwym pomaganiem a „pomaganiem” w roli Wybawiciela. Prawdziwa pomoc okazana drugiemu człowiekowi polega na tym, że prowadzi do większej samodzielności i większej autonomii. Nie mówię tu o pomaganiu osobom chorym, niedołężnym, nieprzytomnym, itp. Efektem realnej pomocy powinien być wzrost kompetencji osoby, której pomagamy, przygotowanie jej do samodzielnego rozwiązywania podobnych sytuacji w przyszłości, wzrost jej wiary w siebie i w swoje możliwości. To co robimy w roli Wybawiciela jest dokładnym tego przeciwieństwem. Robiąc coś za innych, wyręczając ich, tak naprawdę zatrzymujemy ich w miejscu, ograniczamy ich możliwości rozwoju, komunikujemy brak wiary w ich potencjał, motywację, kompetencje. Wyskakując z natychmiastową radą czy ofertą pomocy uniemożliwiamy drugiej stronie namysł, realną analizę własnych możliwości i wreszcie podjęcie samodzielnego działania. Mówiąc brutalnie, działając z pozycji Wybawiciela okradamy innych z możliwości odniesienia sukcesu, uzależniamy ich od siebie i utwierdzamy ich w przekonaniu, że są gorsi od nas. Istotna różnica między pomagającym a Wybawicielem dotyczy też wewnętrznej motywacji popychającej do działania, do pomocy. W tym pierwszym przypadku pomagamy, bo chcemy to zrobić. W roli Wybawiciela mamy poczucie, że MUSIMY lub POWINNIŚMY pomóc. Nie jest to rzecz jasna świadome, celowe działanie. Kryje się za tym nieuświadomione pragnienie akceptacji, przekonanie, że mogę być zaakceptowana/y wyłącznie wtedy, gdy będę innym potrzebny. Stąd irytacja, która pojawia się, gdy ktoś nie chce mojej pomocy, stąd skłonność do brania na siebie tak wielu rzeczy, że Wybawiciel w końcu pada na twarz ze zmęczenia, i …. No właśnie. Gdy Wybawiciel we mnie jest przemęczony bo nie ma czasu dla siebie, na swoje sprawy, na swój odpoczynek, na swoje potrzeby, gdy nie dostrzega tylu wyrazów wdzięczności ile by oczekiwał, to wtedy … Tak, tak. Wtedy łatwo jest nam z roli Wybawiciela przejść w rolę Ofiary – Mam już dosyć, nie mam własnego życia, nie mogę ciągle załatwiać za Ciebie Twoich spraw. Równie łatwo z roli Wybawiciela możemy wskoczyć też w rolę Prześladowcy – Dosyć tego. Weź się wreszcie za siebie i przestań naciągać ludzi na pomoc. To ważna cecha wszystkich interakcji opartych na trójkącie dramatycznym. Będąc „w trójkącie” możemy naprzemiennie wchodzić w różne role, przemieszczać się pomiędzy trzema wierzchołkami trójkąta. Istotne jest jednak, że najczęściej kończymy w tej samej, „ulubionej” roli, przeżywając te same negatywne emocje – smutku, złości, rozczarowania, niepokoju.
Dlaczego wchodzimy w role trójkąta dramatycznego?
Kiedy mówimy o trójkącie dramatycznym, kiedy przyglądamy się z boku wymianom zdań (a może bardziej, wymianom ciosów) między jego uczestnikami możemy dostrzec trzy, wspólne elementy. Po pierwsze, brak jasności komunikacji. Dzieje się coś nie do końca zrozumiałego ani dla obserwatorów tej sytuacji, ani dla jej głównych aktorów. Obserwujący zadają sobie pytanie: Ale o co im NAPRAWDĘ chodzi? Aktorzy z kolei, kiedy burza przejdzie, mają najczęściej tę samą odpowiedź: Jak to, chodziło jej/jemu o to samo co zawsze: a) żeby mnie zdenerwować, b) żeby mnie upokorzyć, c) żeby wpędzić mnie w poczucie winy, d) żeby mi pokazać, że do niczego się nie nadaję, że nic nie robię dobrze – niepotrzebne skreślić/brakujące dopisać! Po drugie, konsekwencją rozmów w trójkącie dramatycznym jest zawsze chwilowe lub długotrwałe pogorszenie relacji lub utrwalenie tego, co naszej relacji i tak nie służy. I wreszcie, po trzecie, rozmowy takie wiążą się z silnymi emocjami. Choć są bardzo energetycznie wyczerpujące jest w nich jednocześnie coś kuszącego. Jesteśmy w bardzo intensywnej relacji z drugą osobą. Nic to, że negatywnej. Lepsza taka niż żadna. Czujemy, że żyjemy. Prawda jest jednak taka, że w relacjach opartych na trójkącie dramatycznym wszyscy są przegrani. Takim relacjom towarzyszą samotność, poczucie niezrozumienia, krzywdy, smutku. A jednak często wchodzimy w ten sam schemat relacji, deprecjonując siebie, atakując innych i ignorując swoje własne potrzeby. Krążymy po trójkącie nie z wyboru ale ze strachu. Chcielibyśmy, aby nasze głębokie potrzeby: bezpieczeństwa, miłości i akceptacji i szacunku do siebie zostały zaspokojone a jednocześnie boimy się wprost poprosić o to, czego pragniemy. Z lęku przed odrzuceniem, przed bólem wycofujemy się z intymnych, prawdziwych relacji i zastępujemy je rolami trójkąta dramatycznego. To trochę tak, jakbyśmy w miejsce pełnowartościowego posiłku gotowali sobie chińskie zupki. Brzuch niby pełny, ale ani to specjalnie smaczne ani tym bardziej zdrowe.
W stronę zdrowszych relacji
Każdemu z nas przydarza się - jednym rzadziej, innym częściej a jeszcze innym bardzo często – wchodzić w role trójkąta dramatycznego. Pierwszym krokiem ku zdrowieniu jest akceptacja tego faktu i uczciwa samoobserwacja. Pytaniem nie jest: Czy wchodzę? ale: Kiedy?, Z kim? i W jakich sytuacjach? Każda interakcja w trójkącie zaczyna się od zarzucenia swego rodzaju przynęty: zdania, gestu, grymasu twarzy, jako reakcji na czyjąś wypowiedź. Dobrze jest zdać sobie sprawę jakiego rodzaju psychologiczne „przynęty” są dla ciebie najbardziej atrakcyjne, najpewniej uruchamiają jedną z ról. Dla mnie, pomimo sporego doświadczenia, „łakomą” przynętą jest zdanie: Tego się nie da zrobić. Nieomal automatycznie przełączam się wtedy w rolę Ratownika, mam mnóstwo dobrych rad, pokazuję co trzeba zrobić a jeszcze częściej sam robię całą robotę i z dumą mówię: To było proste. Dało się! Jakie są tego konsekwencje? Ja czuję się dumny ze swojej sprawności i kompetencji, jednak druga strona, ta, która zarzuciła przynętę z pozycji Ofiary, utwierdza się w przekonaniu, że ona sobie nie radzi, że potrzebuje pomocy, że jest do niczego. Jeśli będę wiedział, jakie przynęty na mnie działają będę mógł coraz sprawniej je wykrywać i zmieniać swoje reakcje na nie. W momencie zarejestrowania przynęty wystarczy jeden głęboki oddech, który pozwoli przełączyć się z automatycznej reakcji na przemyślaną odpowiedź. Przemyślaną, to znaczy płynącą ze świadomości tego, co jest w tym momencie dla mnie ważne, na czym mi zależy i czym chcę, aby zakończyła się nasza rozmowa. W moim
przykładzie, powstrzymuję się od rzucenia się z pomocą i po głębokim oddechu pytam: A czego już próbowałeś? To pozwala rozpocząć rozmowę na temat konkretnych działań, które ta osoba podjęła, przeanalizować wspólnie trudności i wypuścić ją z planem działań, za które to ONA jest odpowiedzialna. Wczesne wykrycie przynęty może uchronić Ciebie przed wejściem w trójkąt. To najlepszy wariant. Tak jak do tanga trzeba dwojga, tak dynamika trójkąta dramatycznego wymaga sparring partnera, kogoś, kto pozwoli Tobie wykonać wszystkie przepisane kroki i zakończyć rozmowę z negatywną wypłatą, z potwierdzeniem toksycznych przekonań na swój temat. Jeśli przegapiłeś przynętę i wszedłeś w trójkąt masz dwie opcje. Po pierwsze zawsze możesz przerwać rozmowę, gdy tylko poczujesz, że coś jest nie tak, że wzrasta temperatura emocji, że Ty i twój partner jesteście w którejś z ról trójkąta dramatycznego. Możesz wtedy poprosić o przerwę w rozmowie, dbając o to aby ta prośba nie była kontynuacją trójkąta - Chciałbym przerwać naszą rozmowę i wrócić do niej później, bo mam wrażenie, że się zacietrzewiłem, i zapomniałem po co w ogóle rozmawiamy. Potrzebuję trochę czasu. Jak zauważyłeś, nie obwiniam tu drugiej strony, nie mówię: Z Tobą się nie da normalnie rozmawiać! (Prześladowca) lub Wykończyłeś mnie! Nie mam już sił dłużej ciągnąć tej rozmowy (Ofiara). Zamiast tego biorę pełną odpowiedzialność za swoje uczucia i decyzję, daję sobie czas na złapanie dystansu, przypominam sobie co jest moim celem w tej rozmowie i co pomoże mi go osiągnąć. Po drugie, jeśli dopiero po pewnym czasie stwierdzisz, że rozmowa, którą odbyłeś była tak naprawdę ciągiem wymian w trójkącie dramatycznym postaraj na spokojnie odtworzyć, co było przynętą (być może to Ty ją zarzuciłeś?) i jaka mogłaby być Twoja reakcja w przyszłości. Przećwicz ją sobie w wyobraźni tak, aby Twój mózg miał gotowy schemat działania na przyszłość. Narzędziem, które warto wykorzystać w obu sytuacjach jest opracowany przez Karpmana tzw. Trójkąt współczucia. Pozwala on przywrócić równowagę w relacjach naruszoną toksyczną wymianą i zainicjować bardziej otwarty, szczery dialog. Punktem wyjścia jest kilka prostych założeń. Po pierwsze, w każdej, nawet bardzo burzliwej rozmowie co najmniej 10% zachowań rozmówców wypływa z jakiejś pozytywnej intencji. Po drugie, co najmniej 10% tego, co ludzie mówią będąc w jednej z ról trójkąta, JEST prawdziwe. Po trzecie, kiedy jesteś w roli, w silnych emocjach, co najmniej 10% tego co mówisz NIE JEST prawdą. Jeśli zaakceptujesz te trzy założenia, łatwo będzie Ci zrozumieć kroki w trójkącie współczucia. Krok pierwszy to: Doceń. Krok drugi: Okaż sympatię. Krok trzeci: Przeproś. Jak to mogłoby wyglądać w praktyce. Przypomnijmy sobie Dyrektora z pierwszego dialogu. Jego rozmowa zakończyła się dla niego poczuciem, że powiedział to, co było słuszne, to co trzeba było powiedzieć (Prześladowca) a dla nauczycielki poczuciem krzywdy, obniżeniem samooceny i płaczem (Ofiara). Nasz Dyrektor przeczytał wszystko to, co zostało tu napisane i zdał sobie sprawę, że był w trójkącie dramatycznym. Przemyślał sprawę i następnego dnia zwrócił się do tej samej nauczycielki.
Dyr.: Wiem, że nie jest łatwo pracować w tak licznych klasach, i tym bardziej doceniam to, że Pani uczniowie mają całkiem dobre wyniki. (Docenienie + Sympatia). Byłem wczoraj niesprawiedliwy wobec Pani. Przepraszam. Bardzo mnie napina ta cała sytuacja z COVIDEM. Jeszcze raz Panią przepraszam. (Przeprosiny) Czy skorzystanie z trójkąta współczucia pozwoli na powrót do dobrych relacji, do rozmowy o możliwych trudnościach, z którymi zmaga się nauczycielka? Chyba jest szansa. Czy jest to łatwe? Nie, a z początku nawet bardzo trudne. Wymaga od Dyrektora dużej klasy,
samoświadomości, uważności, uczciwości i chęci budowania prawdziwych, wspierających relacji ze swoimi pracownikami. Ale na pewno warto iść w tę stronę.
Co zamiast
Tak jak istotą roli Ofiary jest unikanie odpowiedzialności i wyszukiwanie problemów, tak pozytywną alternatywą jest wzięcie odpowiedzialności za siebie, za swoje sukcesy i porażki i nastawienie na rezultat. Oznacza to samodzielne poszukiwanie rozwiązań, dbanie o realizację częściowych celów, akceptację swoich słabości, wyrobienie nawyku uczenia się na błędach a nie unikania ich poprzez pasywność. Pomocne może byś nazwanie swoich mocnych stron, zasobów, do których możemy się odwoływać. Kluczowe pytanie, które warto sobie stawiać w procesie uwalniania się od roli Ofiary brzmi: Co zamierzam zrobić POMIMO trudności i ograniczeń? Wolność jest trudna ale bez niej nasze życie nie nabiera wyrazistych kształtów, staje się mizernym odbiciem pragnień i potrzeb otoczenia. Rola prześladowcy związana jest kontrolowaniem, piętnowaniem i surowym ocenianiem innych. Osoby nawykowo wchodzące w tę rolę zrażają do siebie ludzi, doprowadzają do tego, że inni ograniczają lub unikają kontaktów z nimi, co w efekcie wytwarza swoistą próżnię społeczną wokół takich osób. Rola Prześladowcy nieuchronnie prowadzi więc do izolacji i poczucia osamotnienia – samotny satrapa w pustej sali tronowej. Wyjście z tego wymaga przestawienia się na stawianie racjonalnych wymagań mających na uwadze dobro osoby i efektywność jednocześnie. Warto nauczyć się jasnego, otwartego wyrażania swoich potrzeb i oczekiwań, a w przypadku oceniania innych – formułowania jasnych kryteriów, na których taka ocena będzie oparta. Dobrze jest zbudować w sobie nawyk przyłapywania ludzi na dobrych rzeczach i traktowania innych tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. I wreszcie na koniec, rola Wybawiciela. Tak jak napisałem, to najbardziej podstępna rola, dusząca samodzielność, inicjatywę, ograniczająca autonomię i blokująca rozwój innych. Jednocześnie w roli Wybawiciela możemy ukryć się za pozornie niewinnym zdaniem: Przecież ja tylko chciałem Ci pomóc. Jeśli pragniesz uwolnić się od tej roli zacznij od tego, aby natychmiast przestać ratować innych. Przede wszystkim słuchaj, dopytuj i nie dawaj rad. Jeśli sytuacja nie zagraża życiu, poczekaj aż ktoś wyraźnie zwróci się wprost do Ciebie z prośbą o pomoc. Nie oferuj jej, dopóki nie zapytasz się, jakiej konkretnie pomocy dana osoba od Ciebie oczekuje. Upewnij się, że Twoja pomoc nie oznacza wykonania całej pracy, że Twój wkład jest mniejszy niż 50%. Czasami największą przysługą jaką możemy ofiarować drugiemu człowiekowi jest pozwolić mu samemu zdobyć to, co jest mu potrzebne i co jest dla niego ważne. Dziecko noszone cały czas na rękach nigdy nie nauczy się chodzić a nabite przy upadkach siniaki są ważnymi etapami jego rozwoju. Osoby, które wchodzą w rolę Wybawiciela często uzasadniają swoje zachowanie tym, że trudno im było odmówić. To rzeczywiście może być jedna z brakujących umiejętności, nad którą warto pracować. Pomocny może być nawyk odraczania zgody. Gdy ktoś zwraca się do Ciebie z jakąś prośbą, poproś o 10-15 minut czasu do namysłu zanim podejmiesz decyzję. Da Ci to czas na refleksję, na ile Twoja pomoc jest potrzebna i komu innemu w tym momencie odmawiasz. Czy odmawiasz czasu swojemu dziecku, bo nie będziesz miał kiedy z nim porozmawiać, czy odmawiasz go sobie, bo nie będziesz miał czasu na odpoczynek, czy odmawiasz go swoim przyjaciołom? Pamiętaj, że masz prawo nie tylko dawać ale i i brać, że Twoje potrzeby są tak samo ważne jak potrzeby innych.
I na koniec
Myślę, że jesteś już gotowa/y wrócić do przytoczonych na początku rozdziału dialogów. Postaraj się rozpoznać role, w które wchodzą przedstawione tam osoby, pojawiające się przynęty a przede wszystkim pomyśl, jak w tych konkretnych sytuacjach mógłbyś zamienić niekonstruktywne wymiany zdań w rzeczową rozmowę nakierowaną na rozwiązanie trudności i podtrzymanie dobrych relacji. Uzyskanie przynajmniej częściowej odporności na wirusa trójkąta dramatycznego nie jest proste i wymaga dużej cierpliwości i dużej życzliwości dla siebie i innych. Zrobiłeś już duży krok naprzód, bo masz już wiedzę na temat tego mechanizmu. Teraz doceniaj siebie za każdym razem, kiedy zauważysz, że jesteś lub byłeś w jednej z trzech ról. Nie obwiniaj się za to, pochwal się za każde najmniejsze osiągnięcie – Dziś trochę szybciej niż tydzień temu zauważyłem, że byliśmy w trójkącie. Tym razem udało mi się przerwać toksyczną wymianę już po trzecim zdaniu, itp. Nagradzaj swoje postępy, jakkolwiek małe by one nie były. Z każdym sukcesem jesteś coraz bliżej prawdziwych, głębokich, intymnych relacji z innymi.
[^1]: Twórcą koncepcji trójkąta dramatycznego jest Stephen Karpman, który otrzymał za nią w 1972 roku nagrodę Eric Berne Memorial Scientific Award.